Świat się chwieje

W latach 2002–2006 Stanisław Lem regularnie publikował krótkie na łamach tygodnika „Przegląd”. Pisał niemal do końca życia – ostatni tekst zamieścił zaledwie kilka tygodni przed śmiercią. Zebrane w tomie „Świat się chwieje” impresje tworzą niezwykły zapis tamtego czasu, ale zarazem pokazują Lema w roli nieco innej niż ta, z którą kojarzą go czytelnicy „Solaris”, „Cyberiady” czy „Summy technologiae”: jako komentatora codzienności, uważnego czytelnika światowej prasy i bezlitosnego obserwatora polityki, nauki, techniki oraz mediów.

Tytuł dobrze oddaje ton książki. Świat rzeczywiście „chwieje się” tu pod naporem wojen, terroryzmu, politycznych kryzysów i gwałtownych przemian technologicznych. Lem komentuje wydarzenia w Polsce, sytuację w Niemczech i Rosji, amerykańską politykę oraz wojnę w Iraku. Politykom pozostawia niewiele taryfy ulgowej. Bywa zgryźliwy, rozdrażniony i ironiczny, szczególnie gdy dostrzega krótkowzroczność, populizm czy niekompetencję.

stanislaw lem swiat sie chwieje
stanislaw lem biblioteka fot adam golec 2005

Znacznie ciekawsze od samej kroniki wydarzeń jest jednak to, jak szybko Lem potrafi przejść od wiadomości dnia do problemu znacznie szerszego. Katastrofa promu Columbia prowadzi go do rozważań o zawodności techniki i nadmiernym zaufaniu do komputerowych modeli. Dyskusje o ropie i gazie – do problemu bezpieczeństwa energetycznego oraz paliw syntetycznych. Symulatory samochodowe stają się punktem wyjścia do rozważań o automatyzacji i sztucznej inteligencji. W tekstach poświęconych przedłużaniu życia powraca jego nieufność wobec łatwych obietnic technologicznego zbawienia. Nawet telewizyjne reklamy są dla niego nie tyle irytującym dodatkiem do programu, ile symptomem degradacji informacji i kultury.

Ta zdolność zmiany skali sprawia, że wiele felietonów czyta się dziś inaczej niż zwyczajną prasową kronikę początku XXI wieku. Lem obserwuje konkretne wydarzenie, po czym niemal natychmiast pyta o mechanizm, który za nim stoi: granice przewidywania, odpowiedzialność, podatność społeczeństw na manipulację, zależność człowieka od technologii czy cenę zbiorowych złudzeń.

„Świat się chwieje” ma przy tym bardzo osobisty rytm. Lem pisze z Krakowa, czyta prasę niemiecką i amerykańską, ogląda zagraniczną telewizję, komentuje książki, odkrycia naukowe, katastrofy i absurdy życia publicznego. W jego głosie słychać coraz więcej zmęczenia światem, ale nie ma w nim obojętności. Przeciwnie – irytacja wynika właśnie z przekonania, że rozsądek, wiedza i odpowiedzialność nadal mają znaczenie.
Zebrane po latach felietony są więc nie tylko dokumentem ostatniego okresu twórczości Stanisława Lema. To również portret jego sposobu myślenia w stanie czystym: sceptycznego, niespokojnego i nieustannie szukającego związków między polityką, technologią, nauką i ludzką naturą. Świat od czasu powstania tych tekstów zdążył zachwiać się jeszcze wiele razy. Tym ciekawiej sprawdzić, co Lem dostrzegał już wtedy.

stanislaw lem swiat sie chwieje tylowka

Atomy dla Polski

Do Niemiec przyjeżdża z Francji co jakiś czas pociąg towarowy, wypełniony odpadami z reaktorów atomowych. Przeciwnicy użytkowania energii atomowej od lat wpadają wtedy w histerię i za każdym razem usiłują zablokować przejazd tego transportu, co miewa fatalne skutki. W ubiegłym roku zginął młody człowiek, który się przykuł do torowiska, gdyż pociąg obciął mu obie nogi. Trwoga przed okropnymi skutkami promieniowania radioaktywnego popiołów reaktorowych okazuje się jednak irracjonalna: większe zagrożenie niosą ze sobą awantury ekologów. Takie urządzenia działały na Ziemi już dwa miliardy lat temu, powstały zaś siłami natury. Tym, co powinno nas szczególnie zainteresować, są długotrwałe efekty działania tych naturalnych reaktorów. Moc stosu atomowego, odkrytego w Gabonie afrykańskim, była stosunkowo niewielka (rzędu stu kilowatów), ale należy aktywność tę przemnożyć przez dwa miliardy lat. Pomimo tego nie zaobserwowano praktycznie żadnych szkodliwych skutków dla jego otoczenia biologicznego. 

Uważam, że powinniśmy jak najszybciej rozpocząć w Polsce budowę atomowego ośrodka energetycznego, przy zastosowaniu najnowszej technologii i środków zabezpieczających. Jako jeden z pierwszych w naszym kraju pisałem już o potrzebie uniezależnienia się od dostaw rosyjskich paliw dzięki wodorowaniu węgla, toteż mogę sądzić, że również powyższe słowa o potrzebie uruchomienia naszego programu atomowego padną na głuche uszy. Należy je wszakże nieustannie powtarzać, mając w pamięci znane porzekadło: dłużej klasztora niż przeora. Prezydentura kaczyńska przejdzie do historii, lecz nie przejdą do niej nasze potrzeby suwerenności energetycznej. Po gazowym konflikcie między Rosją a Ukrainą, Europa Zachodnia obudziła się, jak to mówią, z ręką w nocniku. Łatwiej dzisiaj mówić o dywersyfikacji dostaw paliwa, aniżeli działać na rzecz polskiej niezawisłości gospodarczej. Być może w lubuskim znajdą się złoża ropy naftowej, lecz tak czy owak ulegną wyczerpaniu, w przeciwieństwie do naszego energetycznego głodu, który będzie coraz bardziej rosnąć. 

18 stycznia 2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Darmowa wysyłka

od 299 zł bez książek

14 dni na zwrot

łatwy zwrot zakupów

Szybki kontakt

sklep@allegoria.pl

100% Bezpieczne płatności

Paynow / mBank